...::UŻYJ SWOICH ZŁUDZEŃ I::...


| Już Prawie W Piekle| Proch I Kości|
| Żyj I Pozwól Umrzeć| Nie Płacz| Zbrodnia Doskonała|
| Nie Jesteś Pierwszą| Zła Obsesja| Odpiepsz Się Suko|
| Gadanie Bez Sensu| Listopadowy Deszcz|
| Ogród| Rajski Ogród| Nie Potępiaj Mnie|
| Zepsute Jabłka| Zdechły Koń| Stan Nieświadomości|


JUŻ PRAWIE W PIEKLE

Wezmę nikotyny, kofeiny - dosyć słodka!
Jezu, czy nie męczysz się ciągłym wykręcaniem numerów?
Ale kiedy twa niewinność umrze napotkasz smutek
Chyba wszyscy nasi idole urodzili się by przegrać
Po prostu krocząc przez czas wierzysz w ten żar
Kolejny pusty dom, kolejną ślepą ulicę
Moje kości muszą spocząć, muszę usiąść na chwilę
Ta strona nieba jest tak bliska piekła

Już prawie w piekle
Dlaczego nie napiszesz listu do mnie?
Mówię, że jestem prawie w piekle
I tak wiele oczu spoczywa na mnie
Już prawie w piekle
Nie mam gdzie się podziać
Już prawie w piekle
Czuję jakby wszystko waliło się na mnie

Mama nigdy dużo ze mną nie mówiła
Była o wiele za młoda i wystraszona
U diabła "Froud" mógłby powiedzieć, że to jest to czego mi trzeba
Ale wszystko co dostaję to chciwość
I większość przyjaciół czuje to samo
Nie możemy nawet cholera, siebie winić
Ale czasy są ciężkie i łatwiej o dreszcz
Gdy twe ramiona stają się krótsze kieszenie zapadają się głębiej

Już prawie w piekle...

Nigdy nie sądziłem, że tutaj się znajdę
Ale jestem już prawie w piekle
Myśląc, że czas wstawi się za mną

Suko

Nie takie złe z nas dzieciaki, tylko głupie
Tak, sądziliśmy, że posiądziemy świat
Zabawne było dać się użyć
Jak mówię nie smutne, ale sprytne dzieciaki z nas
Płynąc przez życie, nikogo nie zbierając
Tak dużo jest tam
Nadal tak dużo do zobaczenia
Czasem tak trudno kierować
Czas to za wiele dla mnie
Tak mnie to wkurza, że chodzę po ścianach
Odchodząc od zmysłów
Możesz mi powiedzieć co ta znaczy...hę?


PROCH I KOŚCI

Stracił dziś rozum
Zostawił go na autostradzie
Na sześćdziesiątej piątej

Kochała go wczoraj, lecz ten dzień się skończył
Powiedziałem O.K.
W porządku
Czas idzie naprzód, w ten sposób żyjemy
Nadzieją ujrzenia kolejnego dnia
Jest w porządku
Czasem te rzeczy są tak łatwe
Czasem te rzeczy są tak zimne
Czasem te rzeczy zdają się rozrywać cię na pół
Oh, nie pozwól im się dopaść
Kochała go wczoraj
On przeleciał jej siostrę
Powiedziała O.K.
I to jest w porządku
Dziś zakopała swoje rzeczy
Głęboko za sobą, za drogą
I to jest w porządku
Czasem te rzeczy są tak łatwe
Czasem te rzeczy są tak zimne
Czasem te rzeczy zdają się rozrywać cię na pół
Oh, nie pozwól im się dopaść
Tak, wyjdź na swoje
I ty, weź wszystko co twoje
I ty, zapomnij swój dom
I wtedy, po prostu, kurwa, nie ma cię!

Nie ma dziś w tym żadnej logiki
Rób to co musisz, idź własną drogą
Powiedziałem: w porządku
Mało czasu, twoje życie to twoja sprawa
A w końcu, wszystko czym jesteśmy to tylko
Proch i Kości


ŻYJ I POZWÓL UMRZEĆ

Gdy byłeś młody , a twe serce jak otwarta księga
Mówiłeś wtedy : Żyj i pozwól żyć
Wiesz , że tak było (x3)
Lecz gdy ten ciągle zmieniający się świat w którym żyjemy
Da ci kopa i zapłaczesz ...

Mów : Żyj i pozwól umrzeć , żyj i pozwól umrzeć
Co cię to obchodzi ... gdy masz jakąś robotę musisz ją wykonać dobrze ...

Innym musisz zgotować piekło ...


NIE PŁACZ

Mów do mnie cicho
Jest coś takiego w twoich oczach
Nie pogrążaj się w smutku
I , proszę , nie płacz
Wiem jak się czujesz w środku
Już tam byłem
Coś się w tobie zmienia
Czy tego nie czujesz ?

Nie płacz tej nocy
Nadal cię kocham , mała
Nie płacz tej nocy
Nie płacz tej nocy
Masz niebo ponad sobą , mała
I nie płacz tej nocy

Szepnij do mnie
Westchnij do mnie
Pocałuj mnie zanim powiesz : Żegnaj
Nie bierz sobie tego tak do serca
I , proszę , nie przeżywaj tego tak bardzo
Nadal będę myślał o tobie
I o wspólnych chwilach , mała

I proszę pamiętaj , że nigdy Cię nie oszukałem
I , proszę , zapamiętaj jak się teraz czuję , skarbie
Musisz załatwić to po swojemu
Ale wszystko się ułoży , skarbie
Jutro poczujesz się lepiej
Już świta , mała

I nie płacz tej nocy
I nie płacz tej nocy
I nie płacz tej nocy
Masz niebo ponad sobą , mała
I nie płacz tej nocy
Nigdy już nie płacz
Nie płacz tej nocy
Mała , może kiedyś ...
Nie płacz
Migdy już nie płacz
Nie płacz tej nocy ...


ZBRODNIA DOSKONAŁA

Kopiąc we własny cień, nie potrzebujesz światła
Co żałujesz teraz wapniaku?
Patrzysz jak spędziłeś życie
Żebrząc o resztę by włożyć coś do kieszeni
Oh, jak pali rana
Śmiejesz się z palantów i pieprzysz to wszystko

Ale mam czas i mam siłę
Mam ochotę mówić prosto z mostu
Nie boję się zamieszania za dymną zasłoną
To zbrodnia doskonała
Cholera, to jest zbrodnia doskonała
Sk...lu, to zbrodnia doskonała
Mówię - doskonała

Trzymaj demony w uścisku i wywlecz stamtąd szkielety
Ślepiec idzie za mną w kajdankach
Mówię, to zabawne patrzeć na niego kiedy świat się zatrzymał
I sądzę, że on ma coś do powiedzenia
"Chcesz j... się ze mną, nie j... się ze mną
Bo jestem, czym ty się staniesz, więc nie j... się ze mną
Jeżeli masz rozum w głowie

Odżegnasz się od mojej złej strony
Nie j... się z moją złą stroną
Trzymaj się z dala od mojej złej strony
Nie j... się ze złą stroną"
T minus 1:09 i odliczanie
Unikany, ale to w porządku
Myślałem sam o czymś

1,2,3,4,5,6,7,8

Wezwijcie wszystkich po ostatnim namaszczeniu
Mówię, że lepiej ich zamknąć
Mknąć poprzez wizje z prędkością światła
Czy nie pozwolisz mi być, sk...lu, po prostu być
Cholera, lepiej niech mi będzie wolno być,
Nie wiesz, że lepiej pozwolić mi być

Zbrodnia doskonała
Cholera, to jest zbrodnia doskonała
Sk...lu, to jest zbrodnia doskonała
Czy nie wiesz, że to zbrodnia doskonała


NIE JESTEŚ PIERWSZĄ

Tak bardzo starałem się dotrzeć do ciebie
Ale twoje myśli są dalekie od rzeczywistości
Czy było to tylko przypadkowe zetknięcie?
Nie miało trwać długo
Myślę, że nie jesteś już mile widziana, słodka
Odprowadzę cię śpiewając ci tę piosenkę

Czas może płynąć wolno, rzeczy zawsze się zmieniają
Twoje dni były policzone, a ja przeczytałem twą ostatnią stronę
Byłaś jedynie przelotną miłością kochana
Nie jesteś pierwszą!
Wiele innych było przed tobą, mówię ci
Ale ty byłaś najgorszą
Tak, byłaś najgorszą
Więc żegnam cię dziewczyno, żegnam, trzymaj się dobrze
Nie mogę słuchać jak płaczesz
Twój jive to było piekło
Więc wypatruj jak przechadzam się nocą po twojej ulicy
Wpadnę w łapy następnej
Wpadnę głęboko, wpadnę głęboko


ZŁA OBSESJA

Ciągle myślę

Myślę o zapadnięciu się
Zapadnięciu w moje łóżko
Dzwonię do matki
Jest po prostu pipką
Powiedziała, że jestem chory na umyśle
Powiedziała, że jesteś nieszczególna
Więc kogo chcesz oszukać
Nie próbuj dawać mi nauczki
Ale ciągle myślę, by zobaczyć cię raz jeszcze
(Oh, nie)
Ale już cię porzuciłem i tobie jest z tym lepiej

To zła obsesja
Zawsze mi mąci
Zawsze mąci mi w głowie
To zła obsesja
Zawsze mi mąci
Zawsze mąci mi w głowie

Niedobrze, że jesteś wy...a

Bywałem wyczerpany
Zawsze starając się wprowadzić
Wprowadzić to do żyły
Wzywam lekarza
A on jest następnym
Powiedział, że jestem chory na umyśle
Powiedział, że jesteś nieszczególna
Więc kogo chcesz oszukać?
Nie próbuj dawać mi nauczki
Ale ciągle myślę, by zrobić to raz jeszcze
(Oh, nie)
Ale ja już cię porzuciłem i tobie jest z tym lepiej
(Oh, tak)

To zła obsesja...

Tak niedobry...
Chłopiec
To jest to jest...
Głowy do góry, to jest zła obsesja...
Ale ciągle myślę, by zrobić to raz jeszcze
(Oh, nie)
Widzisz, już cię porzuciłem i tobie z tym lepiej
(Oh nie, nie)
To zła obsesja i ciągle mącisz mi w głowie
Widzisz, już cię porzuciłem i tobie z tym lepiej

Może poradzisz sobie lepiej następnym razem
Śmieciu!!


ODPIEPSZ SIĘ SUKO

Oh mała, piękna mała
Oh słodka, rzuciłaś mnie
Ja nie bawię się już zabawkami
Mówię, że czas wyrównać rachunki
Więc potwierdź twoje prawo, prawo do sławy
Ale mała, wezwij innego imienia
Kiedy poczujesz ogień i zasmakujesz w płomieniu
Odpiepsz się, odpiepsz się suko
Do rynsztoka, zdychaj w rowie
Lepiej spływaj, spływaj suko
Twarz anioła i miłość czarownicy
Odpiepsz się, odpiepsz się suko
Kochając się
Tania pożeraczko serc, przepracowana
Wredna zgniataczko jąder, trzymaj się z dala od mego łóżka i mojej głowy
Jeśli to jest miłość, lepiej mi będzie w grobie
Odpiepsz się, odpiepsz się suko...
Wyrwane uczucia, amok alkoholowy
Brednie o życiu, mówią urwałaś się ze sznurka
Opowiadając kłamstwa o takiej sławie i chwale
Nie chcę nawet tego słuchać
Odpiepsz się, odpiepsz się suko...
Jaka szkoda, że taka z ciebie suka
Odpiepsz się, odpiepsz się suko
Czas by spalić czarownicę
Odpiepsz się, odpiepsz się suko
Suko, suko
Hej, jak myślisz, co on próbuje powiedzieć tak czy owak?
Łzę, że to jest coś
Co każda osoba ma podziwiać na swój sposób

Pierdolona suko


GADANIE BEZ SENSU

Znalazłem głowę i rękę w kuble na śmieci
Nie wiem co tutaj robię
Uciekając tak długo
Muszę zebrać tę pustą gadaninę
Zdobyć forsę sk...lu
Bo straciłem już cierpliwość
Gadam bez sensu
- Nie mam (kłamstwa) - już cierpliwości, człowieku

Z powrotem w mieście, nowi kumple
Pytają jak się wiodło?
Wszystko mi się popiepszyło, nie mogę się odnaleźć
Tak czuję się po powrocie, dlatego
Gadam bez sensu
Zdobyć forsę sk...lu
Bo straciłem juz cierpliwość
Gadam bez sensu
- Nie mam (kłamstwa) - już cierpliwości, człowieku
Kapujesz o co mi chodzi?!

LISTOPADOWY DESZCZ

Kiedy patrzę w twoje oczy
Widzę powstrzymywaną miłość
Ależ droga, kiedy mam cię w ramionach
Nie wiesz, że czuję to samo
Bo nic nie trwa wiecznie
I oboje wiemy, że serca się zmieniają
I trudno utrzymać świecę
Na zimnym listopadowym deszczu

Przechodziliśmy przez to tak długo
Usiłując jedynie zabić ból

Ale kochankowie ciągle przychodzą i odchodzą
I nikt naprawdę nie jest pewny, kto dzisiaj odejdzie

Gdybyśmy mieli czas by mówić szczerze
Dałbym spocząć głowie po prostu wiedząc, że byłaś moją
Tylko moją
Więc jeśli chcesz mnie kochać to droga nie opieraj się
Albo skończę z tym wychodząc na zimny listopadowy deszcz

Czy potrzebujesz trochę czasu...dla siebie
Czy potrzebujesz trochę czasu...w samotności
Każdy potrzebuje trochę czasu...dla siebie
Czy nie wiesz, że trzeba ci trochę czasu...w samotności

Wiem, że trudno mieć otwarte serce
Kiedy nawet przyjaciele gotowi są cię zranić
Ale gdybyś mogła uleczyć złamane serce
Czyż czas nie chciałby cię zaczarować?

Czasem potrzebuję trochę czasu...dla siebie...

A kiedy zmniejszają się twoje obawy a cienie nadal pozostają
Wiem, że możesz mnie kochać kiedy nie ma już kogo winić
Więc nie przejmuj się ciemnością, nadal możemy znaleźć drogę
Bo nic nie trwa wiecznie, nawet zimny listopadowy deszcz

Czy nie sądzisz, że kogoś potrzebujesz?
Czy nie sądzisz, że kogoś potrzebujesz?
Każdy kogoś potrzebuje
Nie jesteś jedyną, nie jesteś jedyną


OGRÓD

Wiesz, że jesteś całkiem samotny
Twoich przyjaciół nie ma w domu
Wszyscy wyszli do ogrodu
Kiedy patrzysz poprzez drzewa
Możesz patrzeć, ale nie zobaczysz
Kwiaty zdają się drażnić cię w ogrodzie
Wszyscy tam są, ale tobie to chyba obojętne
Co z tobą człowieku?
Ten ogród

Stał się moją najgorszą fobią, utopią szalonego
Jeśli się zgubisz nikt ci nie wskaże drogi
Ale miło było cię poznać
Tylko biedni chłopcy ryzykują śpiewać i tańczyć w ogrodzie
Dotykać kwiatów, które ich oplatają
Ale tylko mądrzy chłopcy obchodzą się bez tego

Możesz to wszystko odnaleźć gdzieś w środku
Nie trzeba zmagać się z twą dumą
Nie tracisz jeszcze zmysłów
Jesteś po prostu w ogrodzie
Mogą odprowadzić cię do ciebie
Albo możesz odrzucić to na półkę
Ale wiesz, że możesz spojrzeć wewnątrz by odnaleźć ogród

Nie byłem wcale wystraszony
Straciłem tam dziewictwo z cyganką o blond włosach
Ale teraz nikogo to nie obchodzi
Jak mysz w labiryncie, wędrująca wkoło zmieszana
Z uśmiechem na twarzy nie chcę opuścić tego miejsca

Tylko biedni chłopcy ryzykują śpiewać i tańczyć w ogrodzie
Dotykać kwiatów, które ich oplatają
Ale tylko mądrzy chłopcy obchodzą się bez tego
Stał się moją najgorszą fobią, utopią szalonego
Jeśli się zgubisz nikt nie wskaże ci drogi
Ale miło było cię poznać

Baj, baj, żegnaj, baj, baj
Miło było cię poznać, baj, baj, ah...żegnaj


RAJSKI OGRÓD

To jest istotne rozwiązanie
A wschodnie wybrzeże pogrążyło się w smutku
Jest masa zamieszania
Jakby sprzedawali ci kłamstwa

Masz ból sztucznej szczęki
W chorobie umysłowej
I oni przybiegną z powrotem
Patrz jak na kolanach się ustawiają
Bo liżący dupę lizusy
Rzucają pokutę u twych stóp

Kiedy nie mają gdzie pójść
Patrz jak schodzą się z ulicy zwalają bramę
W środku szybko się reflektują
Dalej, rzuć mnie lwom
I tej całej, wrzeszczącej hołocie
Bo to pieprzone buble
Są wszędzie, gdzie się obejrzysz
Powiedz jak generacja ma kiedyś się nauczyć
Ten ogień się rozpala, nie można go opanować
To nie jest coś co można powstrzymać
To Rock n' Roll

Przeczytałem to na murze
Wbiło mi się w głowę
Pisało "Tańcz w rytm napięcia świata będącego na krawędzi"
Mamy gwałt między rasami i kto rzuci pierwszy kamień?
A sex jest używany na wszelkie sposoby
Czasem kiedy wyglądam na zewnątrz
Trudno dostrzec dzień
To uczucie, które też możesz mieć
Nie jest moje bym je zabrał
Zgubieni w rajskim ogrodzie
Mówię: jesteśmy zgubieni w rajskim ogrodzie
I nikt w to nie wierzy
Ale jesteśmy zgubieni w rajskim ogrodzie


NIE POTĘPIAJ MNIE

Nie potępiaj mnie kiedy mówię szczerze
Bo cisza nie jest złotem kiedy duszę ją wewnątrz
Ponieważ byłem tam gdzie byłem i widziałem to co widziałem
Przelewam to na papier bo to wszystko jest częścią mnie
Niech to będzie piosenka lub przypadkowa rozmowa
Trzymam język za zębami, co świadczy o pewnych wątpliwościach
Słowa raz zasłyszane mogą umieścić cię we frakcji
Moje słowa wprowadzają niepokój ale przynajmniej mają odzew
Czasem chcę zabić, czasem chcę umrzeć
Czasami chcę niszczyć,
czasami chcę płakać
Czasem mógłbym wyrównać porachunki
Czasem mógłbym rzucić wszystko
Czasem mógłbym dawać, czasem to wszystko pierdolę
To tylko przez chwilę mam nadzieję, że rozumiesz
Nie chciałem by to się zdarzyło, nie chciałem być mężczyzną
Więc ukryłem się w swoim świecie brałem to co znajdowałem
Płakałem gdy byłem samotny, upadałem gdy byłem ślepy
Ale nie potępiaj mnie...
Jak mogę ci dogodzić
Jak mogę sprawić byś zobaczył co ukryte głęboko
Każdy z nas jest kimś i nie ważne kim chcesz być
Ale teraz muszę się uśmiechać mam nadzieję, że pojmujesz
Bo ten człowiek powiedział, że to się zdarzyło
Bo to dziecko zostało potępione
Więc wkroczyłem w twój świat kopnąłem cię w rozum
I jestem jedynym świadkiem co do rodzaju tej zbrodni
I patrzę co uczyniliśmy dla niewinnych i młodych
Którzy słuchają tych co mówią bo my nie jesteśmy jedyni
Śmieci zbierane przez oczy i wrzucane do mózgu
Mówię, że to wdziera się do naszych świadomych myśli
Powiedz, kogo należy winić?
Wiem, że nie chcesz słyszeć jak płaczę
Wiem, że nie chcesz słyszeć jak zaprzeczam
Że twoje złudzenia nie są moimi
Ale twoje złudzenia nie są moimi!
Uważamy, że to jest nam dane, znamy tę historię
Oceniamy książkę po okładce
I czytamy to co chcemy pomiędzy wybranymi wierszami
Nie pozdrawiaj mnie i z atramentu nie czyń bożka
Albo zawaliłem w swych przysługach czy możesz znaleźć brakujące ogniwo
Tylko życie własnym życiem nadaje ci wartość
Potulne istnienie jest pierdolonym marnowaniem czasu
Więc przesyłam tę piosenkę poniżanym
Powiedziałem to co myślę, nigdy nie udawałem
Tak jak wielu innych, którzy chcą pochlebiać
Jeśli potępiam twój punkt widzenia czy nadstawisz drugi policzek?
Nie potępiaj mnie... nie potępiaj mnie
Mówię, nie potępiaj mnie, mówię nie wzywaj mnie, nie potępiaj mnie


ZEPSUTE JABŁKA

Diamenty i szybkie wozy, forsa do wyrzucenia
Bujam w obłokach, mam myśli, które zsiadły
Moje stopy nie trzymają się ziemi
Mam dom na wzgórzu
Mam migreny jak mamusia
Podwojona cena moich dreszczy
Jest zimny dzień, prąd kontynentalny
Mówię, że ten ruch to piekło
Czy możesz mnie podwieźć?
A ja spróbuję namalować historyjkę mam twe obrazy by opowiadały
Tak, musisz zarobić na życie tym co przyniesiesz do sprzedania

Mam pewną wierną imitację
Zepsute jabłka
Skosztuj dla świętego spokoju - tylko $ 9.95
Odzyskałem aparat od celników, jestem na bieżąco z opłatami
Cholera, musieli widzieć jak przybywam
Czy to życie nie jest cholernie wielkie

Kiedy gówno spadło nam na głowę miałem tego dosyć
Tak, często odlatuję
Moje ciało oddycha kiedy może
Ale to czego nie rozumiem, że
Mój świat nie staje się jaśniejszy
Gdybym mógł sięgnąć nieba no, to uniósłbym się dalej
Każdy mi mówi cholera, że jestem facetem jak inni
Gdyby to ode mnie zależało kazałbym się wam odwalić
Dlaczego jedno zepsute jabłko ma zepsuć cały cholerny koszyk

Złoto i kawior
Czemu nie wylejesz mojej apatii
Nakryłbym wszystkie bazy gdybym mógł nauczyć swe ręce widzieć
Ale teraz jesteśmy głęboko na dnie
Gdzie chcieliby nas widzieć utopionymi
Mówię, że twoje rzeczy można by wyprać
Rozwiesimy je po całym mieście
Mówię, że Hollywood jest jak suszarka
A my jesteśmy na półwyspie zachodzącego słońca
I będziesz ssała clorox aż twe życie stanie się miłe i jędrne

Kiedy gówno spadło nam na głowę...

Kiedy gówno spadło nam na głowę...

Dlaczego jedno zepsute jabłko ma zepsuć cały cholerny koszyk

Chłopcze!!


ZDECHŁY KOŃ

Mdli mnie to życie
Nie dlatego, żeby cię to miało obchodzić
Nie jestem jedynym, z kim dzielę te uczucia
Nikt do końca nie rozumie, po co tu jesteśmy
Szukamy odpowiedzi, które się nie pojawiają
Ale może gdybym naprawdę się przyjrzał
Zobaczyłbym, że ty też się starasz
Zrozumieć to życie przez które wszyscy przechodzimy
(Wtedy gdy powiedziała, że chciałaby
rozwalić mój wóz... Nie wiedziałem co robić)

Czasem czuję się jakbym batożył zdechłego konia
I nie wiem czemu wpędzasz mnie w rozpacz
Chciałbym sądzić, że nasza miłość jest warta więcej
To może brzmi dziwnie, ale mogłabyś pomyśleć że się uśmiechnę
Niektóre rzeczy chyba się nie zmieniają
Nie zmieniają

Spotkałem starego kowboja
Widziałem spojrzenie jego oczu
Coś mówi mi, że był tutaj przedtem
Bo doświadczenie czyni cię mądrym
Byłem tylko małym dzieckiem
Kiedy ta myśl mnie nawiedziła
Że jestem synem spluwy i spluwą syna
Która wywołała we mnie diabła

Czasem czuję się jakbym batożył zdechłego konia...

Nie jestem tym kogo nazywają starym rutyniarzem
Nadal zielony
Byłem na tej drodze kilka razy
Ale teraz kurz zaczyna osiadać
Oh tak!!!

Czasem czuję się jakbym batożył zdechłego konia
I nie wiem czemu wpędzasz mnie w rozpacz
Chciałbym sądzić, że nasza miłość jest warta więcej
To może brzmi dziwnie, ale mogłabyś pomyśleć że się uśmiechnę
Oh tak, że się uśmiechnę
Nie ma mowy bym się uśmiechnął
Oh śmiać się!
Mdli mnie to życie
Nie dlatego, żeby cię to miało obchodzić
Nie jestem jedynym, z kim dzielę te uczucia


STAN NIEŚWIADOMOŚCI

Hej, złapałeś mnie w stanie nieświadomości
A ja nie sądzę bym chciał kiedykolwiek powrócić do... tego świata
Właściwie lubię ten stan
Bo nikt nigdy nie,
Oh, nie zmusi mnie bym powrócił do...tego świata
Teraz czuję jakbym odpływał
Nie odczuwam już przymusu i to mi się podoba
Ale moje ciało wzywa
Moje ciało wzywa
Czy nie wrócisz do...tego świata
Zawieszony głęboko w morzu ciemności
Na końcu jest światło
Kości służyły mi za maszt
Tak, wyruszyłem w rejs, wyruszyłem w rejs
Tak łatwo mogłem odpłynąć
Podczas gdy przyjaciele wzywają do powrotu
Mówię, że pozostawiają to mojej decyzji
Gdy wszystko czego mi trzeba to jasność
I ktoś kto powie mi co tu, k..., się dzieje`?
Żeby to szlag!

Staczając się dalej i dalej
To cud jak długo możemy się utrzymać
W świecie stworzonym przez nasz rozum
W świecie pełnym gówna
Pomóż mi, pomóż mi
Pomóż mi, pomóż mi, bękarcie
Proszę zrozum mnie Wspinam się na kupie złomu moich wszystkich zboczonych marzeń
Ale te nędzne dochodzenie nie może zdusić moich krzyków
I czekam na rozstaju dróg
Czekam na ciebie
Czekam na ciebie
Gdzie jesteś?
Nikt więcej nie będzie mnie niepokoił
Nikt więcej nie będzie mi mieszał w głowie
Nie rozumiem po co te wszystkie walki
I tak miło tutaj, daleko od brzegu
Chciałbym, żebyś to widział, bo nic tu nie ma do zobaczenia
Jest tu spokojnie i mnie się podoba
Nie jak w świecie, w którym niegdyś żyłem
Nigdy tak naprawdę nie chciałem żyć
Rozwal go znowu
Rozwal sukinsyna
Żyjesz jak w transie, więc
Czy nie powiesz mi dlaczego mielibyśmy chcieć
Mimo powodów, które dajesz jest w zasadzie trudno w to uwierzyć
Ale kim ja jestem by mówić ci, że widziałem
Jakiś powód, byś miał pozostać
Może jednak lepiej byłoby nam bez ciebie
Masz bilet w jedną stronę w podróży ostatniej szansy
Masz bilet w jedną stronę do samobójstwa
Masż bilet w jedną stronę i nie ma ratunku
I cała ta krzyżowa komunikacja która zostawiła cię na lodzie
Niewiele cię pocieszy kiedy czujesz się tak starym i słabym
Ale jeśli dom jest tam gdzie serce
To jeszcze wiele można powiedzieć
Nie, nie potrzebujesz lekarza
Nikt inny nie uleczy twej duszy

Twój rozum trwa w uległości twe życie na skraju przepaści
Ale nikt nie pociągnął za spust, po prostu odsunęli się
Zostaną spłukani przez wodę!
Gdy ty będziesz patrzył jak machają na pożegnanie
Będą dzwonić rano
Będą czekać przy telefonie
Będą czekać na odpowiedź
Ale wiesz, że nikogo nie ma w domu
A kiedy dzwonek zamilkł
Była to tylko twoja wina
Bo było zawsze mnóstwo ostrzeżeń

Były zawsze subtelne znaki
I widziałbyś jak to nadchodzi
Ale daliśmy ci zbyt dużo czasu
A kiedy mówiłeś, że nikt nie słucha
Czemu najlepszemu przyjacielowi rzucałeś forsę
Czasem męczyło nas czekanie na jakiś sposób spędzenia czasu
I "to tak łatwo" być towarzyskim
"To tak łatwo" być wyniosłym
Tak, to łatwo być głodnym
Kiedy ma się gówno do stracenia
A chciałbym ci móc pomóc
Tym co mam nadzieję odnaleźć
Ale nadal tutaj czekam oglądając film z mojego życia
Kiedy osiągniesz punkt krytyczny
Wiedz, że na to trzeba czasu by uleczyć strzaskane wspomnienia
Których inny człowiek potrzebowałby po prostu do przeżycia